niedziela, 19 czerwca 2016

Niezapomniane wakacje - Ślub ♥ Rozdział 42

Po wyjściu ze szpitala, od razu pojechaliśmy na lotnisko, z którego mieliśmy wylecieć do Dortmundu na wesele. Po długiej i męczącej podróży wszyscy pojechaliśmy do swoich domów.

- Marco weź małego, ja przygotuję łóżeczko.

- Dobrze, no chodź do taty !

Weszłam do sypialni a w niej stało duże brązowe łóżeczko turystyczne z przyczepioną czarno-żółtą flagą, obok niego leżała duża wyprawka dla małego i mnóstwo kwiatów i pluszaków.  W jednym z bukietów był liścik ,,witajcie w domu, Marco z twoimi rodzicami to wszystko dla Was przygotowaliśmy, wesele też już jest dopięte na ostatni guzik. Stary będziesz miał takie wesele, że mucha nie siada. Zawsze Ci wierny przyjaciel Marcel :) ''  Co oni planują ? Dlaczego ja nic nie wiem o żadnych przygotowaniach do wesela ? 

- Marco, daj małego i tutaj Marcel zostawił dla Ciebie liścik. 

- Liścik ? jaki liścik ? ( zapytał zdziwiony ) 

- No w bukiecie, dla Ciebie, chodź to przeczytasz.  

Przyszedł i wziął do ręki liścik, zerkając na mnie uważnie czytał i uśmiechał się ukradkiem.

- Czytałaś ? ( pokazuje liścik ) 

- Tak... nie wiedziałam, że jest do Ciebie. 

- I  nie masz żadnych pytań ? 

- Mam i to mnóstwo, ale wolę nie wiedzieć. ( uśmiechnął się ) 

- Jutro bierzemy ślub.

- Co ? jak to jutro ? 

- Wszystko jest gotowe więc na co czekać ?

- Ja sukni nie mam, no Marco ! 

- Spokojnie masz, oczywiście nie widziałem jej, ale z pewnością Ci się spodoba.  

- Na którą ?

- 10:00 w kościele, a potem niespodzianka ( zaczął się śmiać )

- Co Wy planujecie ?

- Już nic, bo wszystko już jest zaplanowane :) 

Po długim dniu, wieczorem usiedliśmy na kanapie w pokoju i korzystając z tego, że mały śpi spędziliśmy trochę czasu razem, tylko ja i mój przyszły mąż. Jeszcze niedawno były to tylko marzenia, a teraz ? teraz wiem, że w marzenia warto wierzyć i nigdy się nie poddawać. Już jutro będę Panią Reus, ja skromna dziewczyna z Polski wyjdę za mąż za Niemieckiego piłkarza, szalenie przystojnego piłkarza..  ♥  Noc przespaliśmy spokojnie, synek się obudził tylko raz do karmienia, Marco od samego rana jest zabiegany, jakby nie on. 

- Kochanie czasu nie ma ! 

- Spokojnie.

- Zaraz przyjdzie moja mama i zabierze Omera i przyjdą jakieś stylistki i Cię przygotują do ślubu. ( oczy mu zabłyszczały ) 

Mi z zaskoczenia odebrało głos, jakie znowu stylistki, sama się mogę ubrać... czy nie mogę ? Patrzę pytająco w stronę mojego piłkarza a on łobuzersko się uśmiecha. 

- Pani Reus ( zarumienił się ) 

- Tak, Panie Reus ? 

- Bardzo, Panią kocham ♥

- Ja Pana  też bardzo kocham ♥  

Podszedł i złożył na moich ustach gorący pocałunek, gdy rozlega się pukanie do drzwi.

- Obiecuje, że założę prąd i nikt nie zapuka. 

- Idź otwórz :* 

Marco otworzył drzwi, a do domu weszło 6 kobiet w tym mama Marco i Yvonne. 

- Marco zabieraj swoje rzeczy i uciekaj z domu ( poganiała go siostra ) 

- Wyganiasz mnie z własnego mieszkania wiesz o tym ? 

- Wiem, ale musisz to przeżyć, no już nie ma Cię tu :D 

Marco ze swoją mamą i Omerem pojechali do domu rodzinnego a Yvonne została i razem z tymi paniami robili ze mnie bóstwo, bynajmniej próbowali :D 

-  Jesteś gotowa ! ( powiedziała Yvonne ) 

- Jedziemy do kościoła !  ( krzyknęłam, spoglądając na zegarek ) 

Wybiegłyśmy z mieszkania a przed nim stał Robin z ustrojonym samochodem. Wsiadłyśmy a on nie wiedział co powiedzieć. Po 15 minutach bez przestrzegania praw ruchu drogowego dojechaliśmy na miejsce. Kościół wyglądał cudownie, mój Marco stał przed ołtarzem ze łzami w oczach, szłam do niego powoli ( tak aby się nie wywalić ) zgrabnym ruchem, w ręku trzymając bukiecik z małych białych różyczek. 

Przysięga ♥
Ja Marco biorę Ciebie Jowito za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 

Kiedy wypowiadał przysięgę nie mogłam powstrzymać łez, moje marzenia dzisiaj stają się faktem, miałam ochotę krzyczeć, aby cały świat się dowiedział jak bardzo kocham tego człowieka 

Jowito przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.  
Teraz przyszła kolej na mnie ♥ ( cała w nerwach ) 
Ja Jowita biorę Ciebie Marco za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.  

Marco  przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.  

- Możesz pocałować Pannę młodą ( powiedział ksiądz ) 

- Kocham Cię Marco ♥ 

- Ja Ciebie też Kocham :* Moja księżniczka ♥ 

************************************************************************************************************
I takim cudownym akcentem kończę ten rozdział i prawdopodobnie blog. Dziękuję za odwiedzanie, komentowanie i za ciepłe słowa, bez Was by tego nie było :* W planach mam aby założyć następnego bloga lecz to już w formie książki. Dziękuję jeszcze raz, że mogłam spełniać swoje marzenia, a to co pisałam Wam się podobało ♥ 

niedziela, 5 czerwca 2016

Niezapomniane wakacje - Ślub...? ale, że jak ??? Rozdział 41

Nad ranem do sali wchodzi pielęgniarka ( przyjaciółka Caro ) przywozi mi Omera do nakarmienia i opuszcza salę. Kiedy karmię swojego synka do sali wbiega Marco z wielkim pluszowym misiem. 

- Kochanie ? ( pytam  z zaskoczeniem ) 

- Tak to ja nic się nie bój.

- Hehe dobrze, postaw go obok szafki i chodź usiądź. 

- Dobrze ( zrobił tak jak powiedziałam ) 

Usiadł obok i uważnie przyglądał nam się, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech odsłaniając rząd białych zębów. Ręką zaczął głaskać mnie po głowie, a z jego oczu popłynęły duże krople łez, mój mężczyzna płacze... 

- Ej Marco ? 

- Przepraszam, ale jestem tak bardzo szczęśliwy.. ( rozpłakał się, przyciskając głowę do mych włosów ) 

- Kochanie :* 

- Co ja bym bez Was zrobił ? nawet nie chcę sobie wyobrażać życia bez Ciebie i Omera. 

- Marco nie płacz, nigdzie się nie wybieramy :* Kochanie spokojnie :* 

Kiedy mały zjadł, Marco wziął go na ręce żeby mu się odbiło, chodził po sali z Omerem na rękach a ja nie mogłam nacieszyć się tym cudownym widokiem. Mój piłkarz, który czasami sam zachowuje się jak dziecko, teraz sam je ma... moja bogini uderza głową o ścianę, kiedy uświadamia sobie, że będzie miała do wychowania dziecko i Marco.. OMG 

- Czyż nie ślicznie razem wyglądamy ?  ( zapytał z uśmiechem, przyjmując boczną pozycję )

- Cudownie kochanie razem wyglądacie. 

- Oczka ma po mamusi śliczne, duże i brązowe, nosek też po mamusi bo taki malutki, włoski ma po nas obojgu bo mieszane a uśmiech chyba po tatusiu, oj  wszystkie laski twoje synu :D 

- Hehehe Marco, z tymi laskami to niech jeszcze czeka. 

- Hehe spokojnie :D  Kochanie bo chyba muszę Ci o czymś powiedzieć ( odłożył małego do łóżeczka szpitalnego i usiadł obok mnie.) 

- Tak ?

- Bo wczoraj chyba widziałem przyjaciółkę Caro, może się mylę ale była podobna...

- Tak to ona..

- A skąd to wiesz ?

- Wczoraj mi powiedziała jak poszedłeś, wydawałeś jej się bardzo znajomy. ( prychnęłam ) Mów co u Yvonne i Nico ? 

- A wszystko dobrze, Yvonne szuka biletów do Dortmundu a Nico już się nie może doczekać aż zobaczy naszego syna :*

- Wracamy do domu ? i jutro już wychodzę. 

- Tak wracamy i bardzo dobrze, powiem Yvonne żeby zarezerwowała bilety na wtorek.

- A dlaczego wracamy ? 

- Bo kochanie spóźnimy się na własny ślub. ( powiedział z uśmiechem, kiedy miałam zapytać się o ślub do sali wszedł lekarz z pielęgniarką ) 

- Przepraszam Pana, czy może Pan opuścić salę na czas badania ? ( zapytała łagodnie pielęgniarka ) 

- Ależ oczywiście, kotek będę po południu. 

- Jak się Pani czuje ? ( zapytał lekarz, czytając moją kartę ) 

- Dobrze dziękuję. 

- Jutro już Pani może wyjść do domu z dzieckiem, nie ma żadnych przeciwwskazań na to :) ( oznajmił z uśmiechem ) 

Pielęgniarka zabrała Omera do sali dla noworodków i zostałam sama na sali.. Matko jak nudno, poszła bym sobie na SIP dawno mnie tam już nie było... pociesza mnie fakt iż niedługo wrócę do domu z moimi mężczyznami *,* ale nie daje mi spokoju ślub, o którym wspomniał Marco, o on kombinuje ? Ja nawet nie mam sukni, nic nie jest zrobione, jaki ślub ??? Z nudów zasnęłam. Przypominały mi się zaręczyny, te piękne chwile kiedy Marco na stadionie pełnym ludzi zapytał ,, Zostaniesz moją żoną " ? a cały stadion ,, Powiedz TAK !! " cudowne chwile... :D 

piątek, 27 maja 2016

Niezapomniane wakacje - Mały Reus Rozdział 40

Po zjedzonym  posiłku Marco jak obiecał tak zrobił, wszyscy razem udaliśmy się na mały rejs jachtem :)     



- Marco chodź na chwilę (powiedziałam siedząc w kabinie )

- Tak, stało się coś ? ( zapytał ze strachem w głosie )

- Marco ja chyba rodzę ( powiedziałam ze łzami w oczach, ściskając jego dłoń ) 

- O matko ! nie żartuj sobie.

- Nie żartuję ! aaauua ! 

- Yvonne !!! ( Marco zaczął wołać siostrę ) 

- I co tak krzyczysz ? ( wchodzi do kabiny ) 

- Ona rodzi !! ( mówi przestraszony ) 

- Marco wyjdź i zawiadom służby medyczne. 

Kiedy Marco opuścił kabinę, Yvonne zaczęła mnie uspokajać i poszła po ręczniki. Po 40 minutach dopłynęliśmy do brzegu a wraz z nami mały Reus. Lekarze natychmiast przetransportowali mnie i małego do szpitala, a Marco z siostrą i Nico pojechali do domu po ubranka dla dziecka.  Kiedy dojechali do szpitala Omer leżał przy mnie, Marco kiedy zobaczył swojego syna nie mógł powstrzymać łez.

- To jest nasz syn? ( zapytał ocierając łzy ) 

- Tak kochanie, to jest nasz syn. 

- O mój Boże, jaki on jest śliczny.. jak mamusia.

- Marco :)  

- Synek, hej mały ( Marco usiadł obok łóżka i rozmawiał z Omerem )

Kiedy wziął małego na ręce emocje wzięły górę, Marco mocno przytulił Omera do siebie a mnie chwycił za dłoń i delikatnie pocałował. Spędził z nami praktycznie cały dzień, kiedy pielęgniarka kazała opuścić już salę Marco obdarzył ją lodowatym spojrzeniem i grzecznie się jej posłuchał. 

- Ma Pani przystojnego narzeczonego.

- A dziękuję :) 

- Wie Pani, że już chyba Go gdzieś widziałam ( pielęgniarka stanęła w zamyśleniu )

Nie dziwię się, jego to już chyba każdy widział i zna. Patrząc na tą pielęgniarkę o długich włosach kolor bardziej zmyty pomarańcz, nie za wysoka, taka przy kości haaa ten przystojniak jest mój ! uciekaj mała ! krzyczy do niej moja mała bogini, która wyciąga mały miecz i jest gotowa stawać do walki. Zadziorna się robi :) 

- Już wiem ! To jest piłkarz, moja przyjaciółka była jego dziewczyną ( powiedziała dumnie )  

 Że co kurwa ! Caro to jej przyjaciółka !? no lepiej już być nie może...  

- Ale z tego co wiem to pojechała teraz do jakiegoś sanatorium (kontynuuje ) 

Tak sanatorium... dożywotnie na 15 lat, żyć nie umierać po prostu. 

-  Rozumiem ( odpowiedziałam ) 

-  To ja już Panią zostawię, dobranoc. 

-  Dobranoc. 

Po długim i wyczerpującym dniu zapadłam w błogi sen... 



poniedziałek, 9 maja 2016

Niezapomniane wakacje - Ms.&Mrs. Reus Rozdział 39

Marco śpi, a ja postanowiłam wyjść na spacer po plaży. Idąc przypominałam  sobie wakacje na, których właśnie poznałam mojego piłkarza, poszłam w miejsce, w którym spędziliśmy pierwszą wspólną noc.  Miło było powspominać sobie te cudowne chwile spędzone razem, nagle podchodzi do mnie grupka młodych ludzi proszących mnie o autograf, było to miłe lecz jak dla mnie trochę zawstydzające. Moja podświadomość z dumą podpisywała kartki młodym osobą i mówiła do mnie ,, przyzwyczaj się kochana, tak już będzie zawsze " Po kilkugodzinnym spacerze po plaży wróciłam do domu, Marco siedział na łóżku i z kimś rozmawiał przez telefon,kiedy mnie zobaczył zatrzymał mnie gestem ręki.


 





-  Gdzie byłaś ? martwiłem się ( powiedział, łapiąc mnie za dłoń )


 

- Byłam na spacerze. 

- Mogłaś powiedzieć .

- Spałeś, nie chciałam Cię budzić ( powiedziałam siadając na łóżko ) 

- No dobrze, to jak było na spacerze ? 

-  A dobrze, potrafisz sobie wyobrazić, że rozdawałam autografy ( powiedziałam z niedowierzaniem ) 

- Ooo i jak, podoba się ? ( zapytał się z szerokim uśmiechem ) 

-  Daj spokój, nigdy więcej ! 

Marco zaczął się śmiać, objął mnie i powiedział 

- Przyzwyczaisz się do tego. 

Spojrzałam na niego i przewróciłam oczami, kiedy chciałam go pocałować ciche pomieszczenie wypełniło głośne pukanie do drzwi. Moja podświadomość usiadła oburzona na kanapie i zaczęła wyzywać... Poszedł otworzyć drzwi. 

- Kochanie zobacz kto nas odwiedził ( Powiedział głośno, zamykając wejściowe drzwi )

Do pokoju wbiegł Nico a za nim  weszła Yvonne. 

-  Ciociaa ! ( Nico wpadł mi w ramiona ) 

- Nico Ty łobuzie co tu robisz ? 

-  Wujek Marco nas zaprosił, nie cieszysz się ? ( zapytał i lekko posmutniał ) 

-  No co Ty kochanie, pewnie że się cieszę ( mocno Go przytuliłam ) 

Nico usiadł mi na kolanach i mocno przytulił, Marco dobrze pomyślał aby Yvonne i Nico do nas przyjechali, nie wiem dlaczego ale przy tym łobuzie zapominam o wszystkim co się stało. 

- Zjecie coś ? ( zapytałam )

- Nie, jedliśmy już w kawiarence na lotnisku, ale pójdziemy się położyć podroż była długa. ( powiedziała Yvonne z uśmiechem i wzięła Nico za rękę ) 

Marco wziął od siostry torbę i pokazał im pokój na piętrze. Kiedy przyszedł usiadł obok mnie i złożył  na moich ustach delikatny ale namiętny pocałunek. Moja wewnętrzna ja rozpływa się pod dotykiem tego cudownego faceta, kolana jak z waty i te przyśpieszone bicie serca OMG.. zawał.... 

- Pragnę Cię ! tu i teraz. ( powiedział, dotykając mnie po całym ciele dalej całując ) 

- Nie możemy. ( upominam go ) 

- Ależ możemy, rozmawiałem z lekarzem i będę uważał. Nie protestuj kochanie. ( położył mnie na plecy i oparł się nade mną ) 

Nie zamierzałam protestować... oddałam mu się cała i bezgranicznie, co za mężczyzna !! moja ja krzyczy z podniecenia. Łapiąc jego dłoń przypominam sobie naszą pierwszą noc.. byliśmy tacy szczęśliwi, a teraz jesteśmy jeszcze bardziej ♥ Mój Marco leży obok mnie, przyglądając mi się uważnie w końcu na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. 

- Kocham Cię,  Pani Reus ♥

- Kocham Cię, Panie Reus ♥

- Jesteście najlepszym co mnie spotkało.

- Moje kochanie ♥ 

Siedzimy przy stole pełnym jedzenia, ja i Marco wpatrujemy się w siebie niczym ćmy w światło, jestem tak  bardzo szczęśliwa. 

- Ciocia ? 

- Tak ?

- Pójdziemy na spacer po plaży ? 

- Tak, pewnie. 

- Nico a co powiesz na wyprawę jachtem ? ( zapytał Marco ) 

- Serio ??? 

- Serio, serio.

-To wszyscy razem popłyniemy na krótką wycieczkę. 

Nico z uśmiechem na twarzy kończył swój obiad, a Yvonne zbeształa Marco lodowatym spojrzeniem, oczywiście Marco nic sobie z tego nie robił i słodko się do niej uśmiechnął. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Niezapomniane wakacje - Co Ty zazdrosna ? Rozdział 38

Lecimy, przelatując przez białe puchate chmury zastanawiam się co teraz będzie, co jeśli Caro wyjdzie mimo iż policja zaprzeczyła temu, co jeśli przez nią stanie się coś bardzo złego... w mojej głowie roiły się dziwne myśli, a moja podświadomość siedziała zapłakana w kącie i kołysała się niczym osoba z problemami psychicznymi, w sumie jakby dobrze się zastanowić to właśnie przez Caro byłam taką osobą. Patrzę na Marco, który przegląda samolotowe gazetki i zaznacza w nich coś długopisem. 


- Marco co robisz ? ( zapytałam cicho ) 

- Zaznaczam miejsca, w których nas jeszcze nie było ( odpowiedział, lekko się uśmiechając ) 

Spojrzałam na niego z uśmiechem i okręciłam głowę w stronę okna, podziwiając widoki rozciągającego się błękitnego oceanu. Co za widoki, zapierają dech w piersiach mogłabym tu zostać na zawsze, ale nic nie przebije Dortmundu i SIP.  Nagle stewardessa wyrywa mnie z amoku zachwycenia oceanem i oznajmia iż podchodzimy do lądowania i prosi o zapięcie pasów. 

- Już jesteśmy na miejscu ( oznajmił Marco pomagając mi zapiąć pas ) 

- To dobrze ( odpowiedziałam z uśmiechem ) 

Wylądowaliśmy a na pokładzie samolotu rozbrzmiały się brawa pasażerów dziękujących za bezpieczny lot,przy wyjściu żegnała nas długonoga brunetka, która intensywnie wpatrywała się w mojego faceta.. 

-  Życzę miłego pobytu na Ibizie ( powiedziała i obdarowała Marco szerokim uśmiechem ) 

- Dziękujemy ( oznajmiłam szybko, aby Marco nie miał możliwości odezwania się ) 

- Czy ktoś tutaj aby nie jest zazdrosny ? ( zapytał z uśmiechem, patrząc się na mnie ) 

- Nie wiem ( odpowiedziałam obojętnie i poszłam w kierunku taxi ) 

Marco poszedł za mną i pojechaliśmy do hotelu, w którym się poznaliśmy. Weszliśmy do chłodnego holu a w recepcji szerokim uśmiechem obdarowała nas recepcjonistka Cathy. 

-  Witajcie ! Jak miło Was widzieć :D ooo widzę, że spodziewacie się potomka ( powiedziała z szerokim uśmiechem i mocno mnie przytuliła ) 

- Aaaa owszem ( powiedział dumnie ) 

- Na jak długo przyjechaliście ( zapytała Cathy ) 

- Na miesiąc i proszę jeśli to możliwe o jeden z domów, które znajdują się na terenie hotelu. 

- Ależ oczywiście ( Cathy zaczęła wypełniać papiery i wpisywać coś do hotelowego komputera, po czym dała nam klucz do domu ) Bardzo proszę, jest to dom z numerem 11 ( oznajmiła rumieniąc się ) 

- Cudownie ( uśmiechnął się ) 

Idąc do wyjścia czułam spojrzenia wszystkich kobiet, a Marco łobuzersko się uśmiechał pod nosem. 

- Marco ! ( zbeształam go ) 

- No co ?  ( zaczął się śmiać ) 

- Nie uśmiechaj się tak do nich 

-  No co ty zazdrosna jesteś ? ( zarumienił się ) 

- Możliwe, a teraz chodź przed siebie 

Posłusznie szedł za mną a kiedy doszliśmy do domu zasnął jak dziecko. A ja podziwiałam zza okna ocean i bawiących się tam ludzi. 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Niezapomniane wakacje - ,, Niech wszystko już będzie dobrze " Rozdział 37

Będąc w ramionach Marco czuję się bezpieczna, przy nim nic mi nie grozi, on całuje mnie delikatnie po czole i próbuje sprawić żebym nie płakała...   

- Kochanie... wszystko będzie dobrze ( powiedział jeszcze mocniej mnie przytulając ) 


- Marco, ona może wszystko, rozumiesz ? ( spojrzałam na niego a po polikach leciały mi duże krople łez )

-


- Wszystko się ułoży zobaczysz, nie pozwolę na to żeby zrobiła wam krzywdę ( mówiąc ocierał 

mi łzy )


- A jeśli nic już nie będzie tak jak dawniej ? 


- Ale o czym Ty mówisz ? ( zapytał lekko zdenerwowany ) 


- Jeżeli ona przez cały czas będzie próbowała pozbyć się mnie i naszego syna?


 


- Nie będzie, a teraz się uspokój nie możesz się denerwować ( objął moją twarz w dłonie ) chodź 

sie położyć pialni, a ja coś przygotuję do jedzenia ( wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, 

delikatnie położył na łóżku a na sam koniec był coraz bliżej mojej twarzy, nasze nosy prawie 

się dotykały.. uśmiechnął się szeroko i zniknął za drzwiami )

Leżę nareszcie w swoim łóżku, weszłam pod kołdrę i położyłam się na swojej 

delikatnej jak piórko poduszce, zwinęłam kołdrę w kłębek i się do niej 

przytuliłam czekając na mojego piłkarza. Z kuchni dochodziły dziwne dźwięki, 

prawdopodobnie zbił kilka talerzy, po jakimś czasie słyszę kroki zbliżające się ku 

drzwi. Drzwi się otwierają a w nich stoi niezwykle przystojny mężczyzna bez 

koszulki, w samych bokserkach i z tacą pełnej jedzenia na rękach, otworzyłam 

usta z wrażenia i nie mogłam ich zamknąć a moja podświadomość skakała z podniecenia.

-


- Jedzenie przyszło ( powiedział siadając  obok mnie )


- Dlaczego Ty to musisz robić ? 


- Ale co ? 


- Dlaczego Ty mnie prowokujesz ? No jakim prawem to robisz ? ( zapytałam gniewnie )


- A tak jakoś kochanie :* ( powiedział dając mi delikatnego buziaka )

 

Jem i go obserwuję i szlak mnie trafia, że mogę tylko obserwować, jednak on ma dobrą zabawę bo widzi jak bardzo go pragnę ale nic nie mogę zrobić. Kiedy skończyliśmy jeść, Marco rozłożył zwiniętą kołdrę i położył się obok mnie.

- Chodź się przytul :) ( Marco rozłożył ręce i pokazał na swój brzuch ) 

Położyłam się na jego brzuchu mocno się do niego przytulając, on zaś położył ręce na mnie i delikatnie muskał moją twarz palcami, po jakimś czasie zasnęliśmy. Brakowało mi go, tego jego słodkiego zapachu skóry, jego pięknego zielonego spojrzenia, tego łobuzerskiego uśmiechu :D Kocham tego faceta !! krzyczała moja podświadomość robiąc salto z dwoma obrotami. Nagle poczułam, że w pokoju jest ktoś więcej, otwieram oczy i widzę kobietę z blond włosami... Caro

- Marco!!!

- Co się stało ? ( otworzył oczy i ujrzał Caroline, celującą w nas pistoletem )

- Co Ty chcesz zrobić ?! ( zapytał Marco )

- Skoro ja Cię nie mogę mieć, to nikt nie może....!

Już miała nacisnąć spust i do pokoju wbiegł Marcel.... popychając ją na podłogę strzeliła.. a kula trafiła prosto w okno za łóżkiem. Do domu wbiegł zastęp policji zakuwając Caro w kajdanki i wyprowadzili ją z domu, mówiąc nam, że tym razem już jej nie wypuszczą i możemy być spokojni. Dzięki Marcelowi żyjemy, to co się właśnie wydarzyło było straszne, kiedy ona celowała w nas całe życie stanęło mi przed oczami, bardzo się bałam.... 

- Marco proszę wyjedźmy stąd ( zaczęłam płakać, a on mnie mocno przytulił )

-  Wyjedziemy ( powiedział cicho )

-  Mam dla was propozycję ( powiedział Marcel ) jedźcie na Ibizę, tam się poznaliście powspominacie sobie i zapomnicie o tym wszystkim co się stało )

- Masz rację ( powiedział Marco, puścił mnie i poszedł się ubrać )

-  Dokąd idziesz ? ( zapytałam )

- Rezerwować bilety... Marcel spakuj mnie i przywieź Jowitę na lotnisko za 2 godziny (powiedział i wyszedł z domu )

Zaczęliśmy się pakować, ja w między czasie posprzątałam w kuchni,a Marcel zaścielał łóżko, po półtorej godziny wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na lotnisko. Kiedy dojechaliśmy na lotnisku stało mnóstwo fotoreporterów zadających bardzo dla mnie trudnych pytań... 

- Dziękuję bracie ( uścisnął Marcela ) zajmij się domem wracamy za miesiąc. 

- Jak to za miesiąc ? ja mam za 2 miesiące termin porodu, co będzie jak dziecko urodzi się szybciej ?

- Kochanie będzie dobrze. 

Wziął mnie za rękę i weszliśmy do samolotu. Polecieliśmy, kierunek Ibiza.....